Turystyczne zagadki MIAMI

Z czym kojarzycie Miami? Z rzędami wysokich palm i jeszcze wyższych hoteli? Z ciągnącą się kilometrami plażą nad Oceanem Atlantyckim, gdzie wciąż świeci słońce i gdzie wygrzewa się ta piękniejsza i bardziej wyrzeźbiona część Amerykanów? Z ekskluzywnymi jachtami bogatych emerytów? Z miastem pełnym apartamentowców i willi z basenami?

Wszystko się zgadza (może poza tymi idealnie wyrzeźbionymi ciałami), a najbardziej zgadza się ostatni punkt, z naciskiem na „miasto”. No właśnie, słynne Miami to po prostu wielkie miasto. Owszem, ekskluzywne, owszem, nad oceanem, ale wciąż jednak duże miasto. Miami połączone jest bezpośrednio z kolejnymi dużymi miastami, ciągnącymi się wzdłuż dużej części wschodniego wybrzeża Florydy i tworzącymi razem olbrzymi, zurbanizowany obszar metropolitalny. Jest to 8 co do wielkości taki obszar w całych Stanach Zjednoczonych. Obejmuje aż 11 miast: samo Miami, Miami Beach (swoją drogą, nie mieliśmy wcześniej pojęcia, że to osobne miasto), Fort Lauderdale (gdzie zatrzymaliśmy się w prze-paskudnym hotelu), Pompano Beach, West Palm Beach, Boca Raton, Deerfield Beach, Boynton Beach, Delray Beach, Homestead i Jupiter.

Oznacza to, że wszystkie szerokie, białe plaże na całym wschodzie stanu ciągną się wzdłuż miast, rzędów hoteli i niekończących się pasm ulic i autostrad. Słowem, trzeba lubić taki silnie wielkomiejski klimat, żeby zrelaksować się tam na wakacjach. Gdy byliśmy jeszcze 200 km od samego Miami, a już utknęliśmy w korku na wielopasmowej trasie, wiedzieliśmy, że ciężko nam się będzie tam odnaleźć. Ale uparcie jechaliśmy, bo przecież być na Florydzie i nie być w Miami to właściwie tak jakby nie być na Florydzie!

Właśnie w Miami umówieni byliśmy z Ewą, która miała dołączyć do nas na 3 tygodnie podróży. Odebraliśmy Ewę z lotniska i wspólnie spędziliśmy w Miami kolejne 2 dni. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że sama słynna plaża w Miami Beach i równoległa do niej aleja Ocean Drive z niską zabudową w stylu ArtDeco to przyjemny temat na 1-dniową wycieczkę. Cała reszta nie powaliła nas na kolana. Nie powiem, że do Miami nie warto jechać, bo (po pierwsze) byłaby to pewnie profanacja, a (po drugie) sami byśmy pewnie w to wcześniej nie uwierzyli. Na pewno warto jechać, żeby samemu się przekonać!

Nam na pewno Miami będzie dodatkowo kojarzyć się z autami, tymi bardzo bogatymi i tymi nieco mniej, bo tam właśnie po raz kolejny wizytowaliśmy w warsztacie samochodowym. Okazało się, że nasz Hyundai wymaga wymiany termostatu. Kolejne dolary w plecy, ale za to kolejna bezcenna znajomość ze stereotypowym mechanikiem, włoskim imigrantem o imieniu Johnny, zawarta!

2 Replies to “Turystyczne zagadki MIAMI”

  1. „… nie powaliło was na kolana…”
    To teraz przypomnijcie sobie plaże nad Wisłą w Warszawie. Wyobraźcie sobie, że ten czas który spędziliście w Miami mielibyście spędzić nad Wisełką. Czy nie ugieły się pod wami kolana? 🙂
    Cudne miejsce, cudne foty!
    Każdy wpis o stanach czytam i oglądam po 10 razy 🙂

  2. Dzięki JACENTY!!! :*
    Powiemy Ci, że Wisła też daje radę 😀

Dodaj komentarz