SAPA – perełka północnego Wietnamu

Wizyta w Sapa przyniosła nam jedne z najlepszych wspomnień z Wietnamu. Widoki to nie wszystko. Fascynująca była mieszanina lokalnego folkloru jaki się tam skupia. Do miasta Sapa schodzą z gór mieszkańcy wiosek mniejszości etnicznych, H’mong, Dao i Tày. Kobiety ubierają tradycyjne stroje i sprzedają rękodzieło. Wiele z nich proponuje trekking po okolicy i nocleg w górach. Nie omieszkaliśmy skorzystać.

Po ewakuacji z nocnego autobusu, którym dotarliśmy do Sapa z Hanoi, błąkaliśmy się po ciemnym jeszcze mieście z nowo poznanym Czechem. Gdy przyszedł świt, zaczęliśmy dostrzegać grupki kobiet w ludowych strojach gromadzące się na ulicach. I tak spotkaliśmy Cha. Cha zaproponowała, że pokaże nam okoliczne wzgórza i tarasy ryżowe, a na koniec nakarmi i przenocuje w swoim domu, we wiosce Lao Chai.  Gdy przyszło do negocjacji, mieliśmy wrażenie, że Cha była jedną z niewielu osób w Wietnamie, której głównym celem nie było splądrowanie naszych kieszeni. Pomysł zaintrygował też naszego nowego czeskiego kolegę, Roberta, który postanowił się do nas przyłączyć i całe przedsięwzięcie stało się jeszcze bardziej opłacalne dla każdego po kolei.

Od samego początku mieliśmy dobre przeczucia co do tej wycieczki i nie zawiedliśmy się. Nawet mglista i wilgotna aura nie zdołała zepsuć nam humorów. Przegryźliśmy też fakt, że nie było jeszcze widać żadnych śladów intensywnie zielonego ryżu (bo pojawia się on najwcześniej w maju) i na tarasach można było pluskać się w błocie. Cha oprowadziła nas po zboczach, między górskimi wioskami, po ścieżkach, na które sami byśmy nie trafili. Przygotowała ciepłe posłanie w prostej, drewnianej chacie, w której mieszkała z całą swoją rodziną. Gotowała dla wszystkich razem, na palenisku wyżłobionym w ziemi. Jedzenie szykowała pyszne, tłuste i w ilości jak dla wojska. Opowiadała o codziennym życiu H’mongów, o ich zwyczajach, o historiach swoich przyjaciół i rodziny.

Z Cha spędziliśmy 3 dni, w jej domu spaliśmy 2 noce, ale wrażeń starczyłoby na tydzień.

WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE:

- W Sapa funkcjonują setki agencji turystycznych, które oferują wycieczki z przewodnikami, mówiącymi we wszystkich językach świata, wedle upodobań turystów. Nie kwestionujemy ich kompetencji, ale powiedzmy sobie szczerze, 10‑osobowa wycieczka z przewodnikiem krzyczącym przez megafon, nie jest tym o czym marzy człowiek przyjeżdżając w góry… Prócz tego, ich oferta jest raczej droga (ceny od niesamowitych po kosmiczne).

- W Sapa codziennie spotkać można bardzo wiele kobiet z wielu okolicznych wiosek, które proponują trekking i nocleg w swoim domu (określając to jako „homestay”). Zalet i wyższości nad opcją agencyjną można wyliczać co niemiara, z niższą ceną na czele. W tym przypadku cała kwota (bez odjęcia prowizji) trafia do konkretnej rodziny, którą na dodatek poznajemy osobiście. Nie mówiąc już o autentyczności tego co możemy zobaczyć. To okazja zajrzenia od środka do lokalnej społeczności.

- Nasza Cha to bardzo nowoczesna kobieta i w swoim ludowym fartuszku nosiła zawsze smartfon, jak na dzisiejsze czasy przystało. Jeśli dotrzecie kiedyś do Sapa, znajdźcie ją (+84 091 623 94 28). Cha, jak na kobietę z górskiej wioski, która edukację szkolną skończyła w wieku 14 lat, bardzo dobrze mówiła po angielsku. Można się od niej dowiedzieć mnóstwa ciekawych rzeczy.

- Za 3 dni trekkingu po górach, 2 noclegi i pełne wyżywienie (bardzo, bardzo hojne) zapłaciliśmy po 450 000 VND (80 PLN) od osoby.

Dodaj komentarz