REGULAMIN na wietnamskim TARGU, czyli 5 RAD dla Europejczyka

Przyjechaliśmy do miasta Ho Chi Minh, wciąż bardziej znanym pod swoją dawną nazwą: Sajgon. Wietnam, mimo, że rządzony przez komunistów, zdaje się być kapitalistycznym zagłębiem (zwłaszcza w porównaniu z sąsiednią Kambodżą). Można tu znaleźć setki pamiątek, od t-shirtów, przez ceramikę, aż po butelki wina ryżowego z kobrą w środku. Od razu padła decyzja – ruszamy na główny targ! Jak szybko do niego weszliśmy, tak też szybko zwialiśmy.

Wróciliśmy dopiero kolejnego dnia. Nasze zszargane europejskie nerwy potrzebowały chwili wytchnienia i lepszego przygotowania na zmasowany atak wietnamskich handlowców. Ustaliliśmy wspólnie kilka podstawowych zasad, których radzimy się trzymać każdemu kto zechce odwiedzić Ben Thanh Market, ale i każde inne targowisko w Wietnamie.

Zasada nr 1 – Poker face

Patrz prosto. Nie rozglądaj się. Nie patrz na rzeczy. Nie wyrażaj mimiką, że Ci się podobają. A jeśli już na nie spojrzysz, za żadne skarby nie łap kontaktu wzrokowego ze sprzedawcą! W przeciwnym razie, biada Ci. Będziesz musiał uciekać na drugi koniec miasta, żeby się od niego uwolnić.

Zasad nr 2 – Nie pokazuj

Jeśli jesteś na zakupach z drugą osobą, nie pokazuj jej niczego palcami. Zostanie to w mgnieniu oka zauważone i sprzedawcy nie spoczną, póki nie wcisną Ci czegokolwiek co wskazałeś. Porozumiewajcie się  jedynie wskazówkami w swoim języku, z zastrzeżeniem zasad nr 1 i 2.

Zasada nr 3 – Nie odpowiadaj

Wystarczy, że postawisz stopę na terenie bazaru, a usłyszysz setki atrakcyjnych ofert. Jesteśmy pod olbrzymim wrażeniem wyrafinowania wietnamskiego marketingu, który opiera się głównie na okrzykach: „Buy something from me!”, „You want this? Or this? Or this?” czy, nasze ulubione, „Hello, buy two!” (w momencie gdy w żaden sposób nie dałeś do zrozumienia, jakobyś miał w zamiarze kupienie choć jednej sztuki czegokolwiek). Nie odpowiadaj. Najlepiej po prostu udawaj, że nie słyszysz. Jeśli już musisz, wybierz kategoryczne: „No, thank you”. Nigdy nie mów: „Maybe later” (o ile naprawdę nie masz tego na myśli), bo zostanie to nieopatrznie zrozumiane jako przypieczętowanie transakcji.

Zasada nr 4 – Porzuć swoją strefę komfortu fizycznego

Sprzedawcy mogą rzucać się na klientów. Dosłownie. Łapią za ręce, ciągną i nie chcą puścić. W takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak wyrwać się i nie kupić. Chyba, że chcemy kupić, w ten sposób zachęceni. Gdy bezpośredni kontakt klient-sprzedawca nie daje oczekiwanych efektów, zdarza się jeszcze zagrywka pt.: produkt-klient, czyli np. rzucanie koszulki na głowę potencjalnego nabywcy. Reagujemy więc adekwatnie do motywu zabawy w „skisłeś” – krzyżujemy palce i odrzucamy koszulkę, a sami uciekamy ile sił w nogach.

Zasada nr 5 – Targuj się!

Wiemy, że obowiązuje ona w całej Azji, ale tu nabrała dla nas nowego znaczenia. W innym miejscu bowiem, nie zaczynalibyśmy od podawania ceny 5-krotnie niższej od tej, którą zasugerował sprzedawca. A tu podawaliśmy. I udawało się! No może poza przypadkami, gdy przeganiano nas z krzykiem.

Miejmy z tyłu głowy, że Wietnamczycy chcą z nas wyciągnąć ile się da. Grajmy więc w ich grę. Może nie za każdym razem, ale w końcu się uda (jakaż satysfakcja!). A jeśli nie, to przynajmniej podana za niska cena zadziała lepiej niż wszystkie poprzednie zasady razem wzięte.

Podsumowując, na głównym starym targu w Sajgonie, Ben Thanh Market, bardzo nam się, mimo wszystko, podobało. Choć nieraz nachodziła nas frustracja i nie byliśmy w stanie zbyt długo wytrzymać, to jednak można tam znaleźć naprawdę ciekawe i ładne pamiątki (wliczając w to stary sprzęt do palenia opium, który wygląda wręcz mistycznie).

Zresztą, cały Sajgon zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Kolekcjonujemy przysłowia ze świata – znamy już „ale Meksyk” i „za Chiny”, a teraz możemy w pełni zrozumieć „niezły Sajgon”. Rzeczywiście, ruch na ulicach, chodnikach i każdej zresztą możliwej przestrzeni, jest niesamowity. To miasto to mikstura dawnej i współczesnej Azji, a dobrze zachowana i wydzielona dawna część francuska nadaje europejskiego akcentu. Niezły kocioł. „Niezły Sajgon”.

Wszędzie po drodze, podróż dookoła świata, Wietnam, Ho Chi Minh, Sajgon

WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE:

- W mieście Ho Chi Minh (którego dawna, ale wciąż funkcjonująca, nazwa z czasów Indochin Francuskich to Sajgon) wydzielonych jest bardzo wiele dzielnic, z których najbardziej turystyczna to Dzielnica 1 (której, swoją drogą, oficjalna to właśnie Sajgon). Szukając noclegu skupmy się właśnie na tym rejonie. Tam znajdziemy główne atrakcje, przede wszystkim pozostałości czasów kolonialnych, większe targi, mniejsze sklepiki i, co najważniejsze, olbrzymie zaplecze noclegowe (od drogich hoteli przy głównych placach po masę tańszych hosteli przy backpackers’kich ulicach Pham Ngu Lao i Bui Vien).

2 Replies to “REGULAMIN na wietnamskim TARGU, czyli 5 RAD dla Europejczyka”

  1. W sumie praktyka po Stadionie 10-lecia powinna być 😛

    1. Blisko, rzeczywiście – chociaż, jednak ten nasz kultowy stadion to było miejsce bardziej autentyczne i tchnące lokalnym…ekhm…folklorem 😀

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.