Polska zasługa w wietnamskiej kronice, czyli HOI AN i nie tylko

Słyszeliście kiedyś o ukochanym w Wietnamie Polaku? Spacerując po Hoi An natknęliśmy się na park, plac i pomnik człowieka, którego imię i nazwisko nie pozwalają posądzić go inną narodowość. Kazimierz Kwiatkowski to postać dużo bardziej znana w Wietnamie niż w swojej własnej ojczyźnie!

Słynny Kazik, bo tak go zwano, był pochodzącym z Lublina konserwatorem zabytków. Przybył do zniszczonego wojną Wietnamu i przez 17 lat pracy uratował przed zniszczeniem miejsca, które dziś uchodzą za czołowe punkty turystyczne tego kraju: wielokulturowe, portowe miasto Hoi An, cesarskie miasto Hue i ruiny świątyń hinduistycznych My Son.

Ponoć gdy w 1981 roku przybył do Hoi An, spostrzegł: „To miasto stoi na górze złota i o tym nie wie!”. Od tamtej pory robił wszystko wbrew planom komunistycznego rządu Wietnamu, który postanowił wyburzyć starą zabudowę (XVI- i XVII-wieczne domy wietnamskich, chińskich, japońskich, hiszpańskich, portugalskich i francuskich kupców), aby w jej miejscu zbudować nowoczesne, betonowe blokowisko. Dzięki swojej olbrzymiej determinacji udało mu się przekonać władze, żeby nie tylko nie wyburzały zabytków, ale przeznaczyły fundusze na ich restaurację. Miasto przeżyło renesans, z roku na rok zaczęło napływać do niego coraz więcej turystów, aż w 1999 roku zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Mieszkańcy Hoi An kochają Kazika. W historycznym centrum postawili na jego cześć Kazik Park. Ponoć regularnie zostawiają kwiaty i kadzidła pod pomnikiem człowieka, któremu zawdzięczają obecne bogactwo miasta.

I rzeczywiście, mają za co być wdzięczni, bo Hoi An to miejsce piękne i urzekające. Dawniej port, słynący z handlu jedwabiem, przyciągający kupców z całej Azji i Europy, dziś wciąż traktuje jedwab jak swój symbol. Na wszystkich zabytkowych budynkach wiszą lampiony (tradycyjnie wykonywane kiedyś właśnie z jedwabiu, dziś pewnie już niekoniecznie), które tworzą niesamowitą atmosferę. Na każdym rogu znaleźć można sklep z materiałami lub stoiska krawieckie, w których w ciągu doby uszyją nam wszystko, cokolwiek zechcemy (z jedwabiu i nie tylko, rzecz jasna, w zależności od zasobności portfela).

WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE:

- Wejście do centrum historycznego Hoi An (Hoi An Ancient Town) jest płatne (120 000 VND, czyli około 22 PLN). Co ciekawe, jeden bilet uprawnia nas do nieograniczonej liczby wejść, dopóty, dopóki nie opuścimy miasta (nikt w żaden sposób nie sprawdza kiedy planujemy wyjechać). Bilety nie są imienne.

- Hoi An najlepiej zwiedzać wcześnie rano, kiedy turystów jest jeszcze niewielu, a miasto powoli budzi się do życia. Wieczorami tłumy zorganizowanych wycieczek uniemożliwiały przemieszczanie się gdziekolwiek. Czuliśmy się jak na juwenaliach, tyle, że było trochę mniej wesoło.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.