Pierwsze zderzenie z innym Wietnamem, czyli NINH BINH

Wietnam dzieli się na część północną i południową. Choć od zakończenia II wojny Indochińskiej (w 1975 roku) jest zjednoczonym krajem, to jednak ten wcześniejszy podział jest wciąż ewidentnie wyczuwalny. Umowna granica geograficzna (ustalona po zakończeniu I wojny Indochińskiej w 1954 roku) oznacza w praktyce rozbicie na część komunistyczną i nie. To rozbicie polityczne, społeczne, kulturowe i każde inne. Podsumowując, różnice widoczne na każdym kroku.

Nasze pierwsze zetknięcie z północną mentalnością przypadło na miejscowość Ninh Binh. Już wcześniej Wietnamczycy z południa ostrzegali nas przed tymi z północy. Że kłamią, że oszukują. Że jeśli sądzimy, że to ci na południu naciągają, to przekonamy się, że ci na północy są naprawdę cwani. Nie trzeba być specjalnie bystrym, żeby stwierdzić, że te dwie strony za sobą nie przepadają. Ale jest w tych uprzedzeniach sporo prawdy.

Choć z tym północnym sprytem byśmy nie przesadzali. Ich oszustwa były wciąż mało przebiegłe, tyle, że zdecydowanie bardziej nasilone. Turysta na krótszych wakacjach może machnąć na nie ręką i się zaśmiać. Ale, jeśli chcemy zatrzymać się na trochę dłużej i liczymy każdy grosz to ciągła czujność w końcu doprowadzi nas do szału.

Przykłady? Ależ proszę!

Przykład nr 1

Kupujesz banany. Pani oferuje kiść. Pragniesz nabyć 3 sztuki. Pytasz ile kosztuje kilogram. Pani mówi, że 30 000 VND (5,30 PLN). Pytasz ile ważą 3 sztuki. Pani kładzie je na wadze. Wskazówka wskazuje ½ kg. Pytasz ile się należy. Pani mówi, że 40 000 VND (7 PLN). Coś Ci nie pasuje. Pytasz czy nie powinno być jednak 15 000 VND (2,65 PLN). Pani z niewinnym uśmiechem przytakuje i udaje, że wcale nie chciała Cię wykiwać.

Przykład nr 2

Zamawiasz w barze kanapkę. W ofercie jest 5 rodzajów: z mięsem takim i siakim, z jajkiem, oraz z warzywami. Zamawiasz oszczędnie tę najtańszą, z warzywami. Otrzymujesz rachunek. Coś Ci nie pasuje. Zamiast najniższej, masz zapłacić najwyższą cenę. Pytasz Pana. Pan się śmieje, powtarza „Sori, sori!” i pokazuje, że się pomylił. Zagubił się w całym tym 5-punktowym menu. Jedyne co zastanawia to to, że na rachunku są trzy kolumny: dla ceny jednostkowej, dla ilości jednostek i dla ostatecznej kwoty. Według ichniejszych kalkulacji 2*1=3.

Przykład nr 3

Pytasz w hotelu o możliwość zamówienia autobusu. Pan odpowiada, że oczywiście, można kupić u niego bilet za 100 000 VND (17,60 PLN). Pytasz czy są jakieś inne opcje. Pan odpowiada, że owszem, można też kupić bilet bezpośrednio w tymże autobusie, za 70 000 VND (12,30 PLN). Ale wyraża zdziwienie - po co, skoro u niego można drożej? Nie dajesz się skusić.

Podobnie barwne przykłady możnaby mnożyć w nieskończoność, ale sens jest chyba jasny. Wniosek - na północy Wietnamu trzeba uważać! Trzeba mieć oczy wkoło głowy i wciąż aktywny pamięciowy kalkulator, bo inaczej szybko pożegnamy się z zawartością portfela.

Mimo wszystko, samo Ninh Binh, a raczej jego okolice, warto odwiedzić, ze względu na niepowtarzalne okoliczności przyrody. Rozsiane wokół setki skał wapiennych sprawiają, że teren ten jest nazywany nieraz „Zatoką Ha Long na lądzie”. Sceneria jest o tyle niezwykła, że skały te wyglądają z daleka niczym góry, ale powierzchnia wokół nich jest zupełnie płaska.

WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE:

- Miasto Ninh Binh samo w sobie niewiele oferuje, natomiast stanowi świetną bazę wypadową do niedalekiej (oddalonej o 15 km) wioski Tam Coc, z której najlepiej zacząć zwiedzanie okolicy. Sama Tam Coc również ma zaplecze noclegowe i restauracyjne, ale jest tam drożej.

- Okolice Ninh Binh warto zwiedzić na dwa sposoby: jeżdżąc na rowerze i płynąc łodzią po kanałach wijących się między skałami. O ile koszt wypożyczenia rowerów jest zawsze raczej niski, o tyle ceny łódek wciąż się zmieniają i potrafią być kosmiczne. Najdroższym punktem jest przystań w Trang An. Lepiej jest orientować się w Tam Coc.

- Najlepszym punktem widokowym jest szczyt Mua Cave. Wstęp kosztuje 100 000 VND (17,60 PLN). Ze względu na widok, warto zapłacić.

One Reply to “Pierwsze zderzenie z innym Wietnamem, czyli NINH BINH”

  1. […] Oficjalnie jeden kraj, a jednak jakby dwa oddzielne kraje. Komunistyczna, chłodniejsza Północ, której mieszkańcy identyfikują się z Viet Cong’iem i dawna Republika Wietnamu ze stolicą w Sajgonie, gdzie wielu ludzi z sentymentem wspomina czasy sprzed nastania komunizmu. To dwa, zupełnie różne oblicza jednego państwa. Inni ludzie. Inna mentalność (Pierwsze zderzenie z innym Wietnamem). […]

Dodaj komentarz