Oblicza NOWEGO ORLEANU

Na myśl o Nowym Orleanie przewija się w głowie mnóstwo obrazów, kolorów i dźwięków, tak różnych jak różne emocje wywołuje to miasto. Przypominają się śliczne pastelowe domki, pięknie rzeźbione balustrady, okwiecone balkony, kapele jazzowe, błyszczące w słońcu tuby, puzony i saksofony, a razem z nimi wznoszące się nad bagnistymi terenami, poskręcane wiadukty, opuszczone po huraganach i powodziach rudery i bezdomni siadający na krawężnikach. Przewodniki nadużywają określenia „miasto kontrastów”, ale w przypadku Nowego Orleanu pasuje ono jak ulał!

Ciężko jest jednoznacznie określić jaki jest Nowy Orlean. Jest i ładny i brzydki, i przyjemny i dziwaczny, ale na pewno jedyny w swoim rodzaju. Wrażenie zrobił na nas niesamowite. Nie widzieliśmy dotąd tak oryginalnego miasta, tak wyjątkowej mieszanki kulturowej i tak ekscentrycznych mieszkańców. Żeby lepiej zrozumieć i poczuć to miejsce, warto spojrzeć na nie od kilku stron.

  1. Nowy Orlean kreolski

Historyczne i turystyczne centrum Nowego Orleanu to Dzielnica Francuska. Jak nietrudno się domyśleć, założyli ją Francuzi (w roku 1718). Wiele budynków powstało później, pod panowaniem Hiszpanów. Właśnie ten europejski melanż czuć tam do dziś. Oprócz tych francuskich i hiszpańskich korzeni, obecny charakter dzielnicy budują jeszcze tradycje afrykańskie, przywiezione na statkach razem z transportem niewolników, i karaibskie. Niesamowity kocioł, którego nie uraczy się nigdzie indziej. Nawet mieszkańcy miasta wyglądają jakby mieli w sobie po kilka genów ze wszystkich tych stron. Nazywa się ich Kreolami (nazwa stosowana często na określenie białego mieszkańca Ameryki Łacińskiej lub południowej części USA, potomków francuskich i hiszpańskich imigrantów, ale w przypadku Nowego Orleanu zarezerwowana dla wszystkich jego mieszkańców).

  1. Nowy Orlean jazzowy

Każdy wie, że Nowy Orlean jest kolebką jazzu. Dawno temu, czarni niewolnicy swój jedyny wolny od pracy dzień, niedzielę, świętowali spotykając się, śpiewając i improwizując na prymitywnych instrumentach. Po zniesieniu niewolnictwa, tradycja przeniosła się do barów i knajp,  powstawały kapele i jazz zyskiwał entuzjastów. To tu, w 1901 roku, urodził się Louis Armstrong. Tu powstała słynna „When the saints go marchin’ in”. Jazz żyje tu do dzisiaj. W dzień co krok spotkać można grające na żywo kapele. Wieczorem jest już mniej monotematycznie, bo jazz wcale nie wylewa się z lokali na ulicę. W każdej knajpie i w każdym klubie dudni inna muzyka, od country po kiepskie disco. Dzienne oblicze Nowego Orleanu jest dużo bardziej nastrojowe niż to nocne. Co nie znaczy, że koncertów jazzowych nie ma. Oczywiście, że są. Trzeba tylko trochę pozaglądać do lokali, ominąć te z występującymi na stołach facetami w stringach i znaleźć klimatyczne miejsce z muzyką na żywo.

  1. Nowy Orlean wyluzowany

Nie bez przyczyny Nowy Orlean nosi przydomek „Big Easy”. Palenie marihuany jest tu zupełnie legalne, z czego wiele osób ochoczo korzysta. Po mieście jeżdżą kolorowe autobusy reklamujące przeróżne gatunki trawki. Ludzie spacerują ze skrętami w rękach. Dym unosi się na ulicach, niosąc specyficzny zapach. Dozwolone jest też publiczne spożywanie alkoholu. Dziwaczne przepisy głoszą, że drink można popijać tylko z plastikowego pojemnika.  Oprócz skrętów ludzie trzymają więc też w rękach plastikowe kubki, albo papierowe torebki, w których chowają puszki z piwem. Niektórzy nie przejmują się wcale i jeżdżą na rowerze z butelką piwa w dłoni. Wystarczy dodać do tego afro-amerykańską i karaibską mentalność i mamy kwintesencję „Big Easy”.

  1. Nowy Orlean imprezowy

Mieszkańcy Nowego Orleanu lubią się wyluzować, ale lubią też zaszaleć. W mieście odbywa się mnóstwo festiwali i imprez. Najsilniej zakorzenione w tutejszej tradycji jest święto Mardi Gras, które możemy porównać do naszych karnawałowych ostatków. Forma w jakiej się odbywają to kolejny wynik mieszanki kulturowej: europejskiej, afrykańskiej, karaibskiej i indiańskiej. Symbolami Mardi Gras są barwne maski i świecące sznury korali, które mężczyźni zarzucają na szyje kobietom (ma to podobno zachęcić je do pokazania biustu).

  1. Nowy Orlean artystów i dziwaków

Oprócz kapel jazzowych na głównym placu (Jackson Square), głównej turystycznej ulicy (Bourbon Street) i w bocznych uliczkach rozkładają się malarze, rysownicy i inni dziwaczni artyści. Jest więc człowiek-posąg, człowiek-drzewo, mim, połykacz noży, pirat i cycata matrona w XVII-wiecznym stroju. Turystyka generuje miejsca pracy, a jeśli ich nie ma to pomysłowi Nowoorleańczycy sami je sobie produkują. 

  1. Nowy Orlean Voodoo

Skoro mowa o ulicznych atrakcjach, nie sposób ominąć wróżbitek, oferujących wróżenie z kart tarota i czytanie z ręki. Mimo ich odstraszającego i zwariowanego wyglądu, wielu turystów odważa się zbliżyć i zapłacić za przepowiednię. Wszystko dlatego, że Nowy Orlean jest zagłębiem wierzeń Voodoo i ponoć jednym z obowiązków jest wizyta u wróżki. Przy okazji, można też kupić laleczkę Voodoo (np. prezydenta Trumpa), przeróżne maści, proszki, eliksiry i inne substancje, którym przypisuje się niesamowite moce (m.in. rzucenia lub zdjęcia klątwy, zapewnienia dobrobytu czy uwiedzenia wybranka). Wierzenia Voodoo zostały przywiezione do Nowego Orleanu z Afryki, na przestrzeni lat i pod wpływem innych kultur ewoluowały w dziwaczną formę, sprzedawaną dziś turystom. Słynną postacią w nowoorleańskiej tradycji Voodoo była Marie Laveau. Marie urodziła się w 1794 roku i była wielką kapłanką, „Królową Voodoo”, o której krążą legendy. Najważniejsza z nich głosi, że Marie żyła niemal 200 lat (prawdopodobnie wzięła się stąd, że obowiązki Marie przejęła jej córka, która była do niej bardzo podobna i nazywała się dokładnie tak samo). Grób, w którym pochowano Marie Laveau jest teraz atrakcją turystyczną, którą władze coraz intensywniej chronią przed zbyt częstymi wizytami (wyznawcy Voodoo organizowali pielgrzymki i wypisywali na nim zbyt wiele symboli).

  1. Nowy Orlean bagien i wiaduktów

Nowy Orlean leży na bagnach i w depresji. Czyli, na logikę, jest to okolica zupełnie nienadająca się do zamieszkania. Rozwinął się, oczywiście, w XVIII wieku jako miasto portowe, będące głównym punktem sprzedaży niewolników w Luizjanie. Z czasem rynek prosperował coraz lepiej, handlarzy i nabywców przybywało, miasto rozrastało się i rozbudowywało na wszystkich względnie suchych i naturalnie odgrodzonych  terenach, aż zaczęło brakować w nim miejsca. W 1910 roku rozpoczęto osuszanie miasta, za pomocą systemu pomp i kanałów, co doprowadziło do dalszego obniżania terenu i zwiększania depresji. Wzrosło ryzyko zalania miasta i ostrzegano przed katastrofą w razie zbyt intensywnych opadów. Przewidywano, że system pomp może być niewystarczająco wydajny, a system wałów i zapór może zostać przerwany. Pomimo to, miasto rozbudowywano nadal. Angażowano inżynierów, tworzono wielopoziomowe wiadukty nad bagnami, a stare systemy modernizowano. Pomimo wszystkich tych usprawnień, istnieje stałe ryzyko powodzi, a wiele terenów jest regularnie zalewanych i na przemian osuszanych.

  1. Nowy Orlean opuszczony

Pesymistyczny scenariusz dotyczący systemów zabezpieczających sprawdził się z nadejściem, w 2005 roku, huraganu Katrina. Tak naprawdę, to nie sam huragan dokonał zniszczeń, ale powódź, która po nim nastąpiła. Zalane zostało 80% miasta. Pomimo wcześniejszych nakazów ewakuacji, wielu ludzi pozostało w swoich domach i na długi czas zostało pozbawionych wody pitnej. Brakowało jedzenia i leków. W mieście rosła przestępczość, gangi napadały na sklepy i ostrzeliwały patrole policyjne. Wielu ludzi zmarło czekając na pomoc.

Przed przyjściem huraganu Katrina Nowy Orlean zamieszkiwało ponad 500 tysięcy ludzi. Niedługo po nim, w mieście zostało jedynie kilka tysięcy osób. Z upływem lat liczba mieszkańców na nowo rośnie, ale nadal istnieją całe osiedla-widma, pełne opuszczonych, splądrowanych domów, zabitych dechami okien i wraków samochodów.

  1. Nowy Orlean bezdomny

W efekcie katastrof jakie nawiedzały Nowy Orlean i obowiązkowych ewakuacji ludności, wiele osób straciło dom i wiele miejsc pozostało na stałe zniszczonych. Bogatsi, którzy mogli sobie pozwolić na przeprowadzkę, nigdy już nie wrócili. Biedniejsi, których nie było na to stać i nie mieli dokąd uciekać, zostali i próbowali układać swoje życie na nowo. Przyjemny obraz turystycznego Nowego Orleanu to nie wszystko. Spacerując po ulicach spotykaliśmy bezdomnych, żebrzących, ćpunów i prostytutki. Nowy Orlean to najbardziej kontrastowe miasto, jakie odwiedziliśmy.

4 Replies to “Oblicza NOWEGO ORLEANU”

  1. Ola, czy na ostatnim zdjęciu Ty dłubiesz w nosie? 🙂

    1. Nie, Jacku, drapię się z zamyśleniem po głowie!

  2. Zawsze mi się wydawał Nowy Orlean jakiś mroczny i magiczny przez te bagna, voodoo i całą kulturę kreolska.super relacja!

  3. […] żyje w dzień i w nocy, pachnie trawką i brzmi jazz’em. Zobacz nasze wpisy o Nowym Orleanie tutaj i […]

Dodaj komentarz