Oaza zachodniej Florydy – Saint Joseph Peninsula State Park

Ciągnąca się 10 mil szeroka plaża. Drobny, cukrowo-biały, piasek. Malownicze wydmy, dzielące wybrzeże nad Zatoką Meksykańską od chronionego lasu. Ponad 240 gatunków ptaków. Najlepiej jest trafić w takie miejsce przez czysty przypadek!

Szukaliśmy miejsca noclegowego. Szukaliśmy kempingu, w oddaleniu od miasta, który nie byłby wybetonowanym parkingiem dla amerykańskich kamperów, które o świcie uruchamiają generatory prądy. Poszukiwania zawiodły nas na zachodnie wybrzeże Florydy, a dokładanie na nieduży półwysep Saint Joseph, wąski pas lądu między Zatoką Meksykańską, a Zatoką Saint Joseph. Śmiało możemy powiedzieć, że to jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widzieliśmy dotychczas.

Po wcześniejszym zwiedzaniu miast mieliśmy straszliwą ochotę na odcięcie się od reszty świata, na zaszycie się z daleka od wszystkiego, na ciszę i spokój. Rozbiliśmy namioty w odosobnionym miejscu, schowanym przed wiatrem za piaskowymi wydmami, do którego można było dojść jedynie brzegiem morza. Miejsce takie Amerykanie nazywają „primitive camping”, co oznacza, że nie ma dojazdu dla samochodów i kamperów, nie ma doprowadzonej elektryczności, ani dostępu do telewizji satelitarnej. Nie ma toalet i pryszniców, nie ma bieżącej wody i wszystko trzeba przynieść na własnych plecach. Nie ma właściwie nic poza tym co daje przyroda wkoło i wyznaczoną obręczą na ognisko. Czyli warunki po prostu takie jakie każdemu Polakowi przychodzą na myśl na hasło „kemping”, a przeciętnemu Amerykaninowi, spędzającemu wakacje na wielkim parkingu dla kamperów, zwanym „RV park” nie mieszczą się w głowie.  Zwykły kemping, ale chyba najlepszy na jakim dotąd przyszło nam się zatrzymać.

W Saint Joseph Peninsula State Park spędziliśmy 3 dni i porządnie naładowaliśmy na zapas swoje baterie słoneczne. Obserwowaliśmy przeróżne gatunki ptaków, które gromadziły się w swoich siedliskach. Przy świetle księżyca wypatrywaliśmy składających jaja samic żółwi morskich, ale żadna się nie pojawiła. Za to w nocy często odwiedzał nas bardzo tłusty i łakomy szop pracz. Musieliśmy stosować sprytne sztuczki, żeby nie pozwolić mu się dostać do naszych zapasów spożywczych (wcześniej ukradł nam całe 2 bochenki chleba!).

Wizytę w Saint Joseph Peninsula State Park zapamiętamy też na pewno ze względu na nową znajomość z bardzo ciekawym człowiekiem, który zaczepił nas na plaży, a który, jak się okazało, podróżował już dotychczas po całych Stanach Zjednoczonych i ma w małym paluszku wiedzę o niemal wszystkich Parkach Narodowych i Stanowych w tym kraju. Dzięki niemu mamy już całą listę miejsc, które chcemy zobaczyć na naszej dalszej trasie.

WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE:

- W Saint Joseph Peninsula State Park wyznaczone są 2 duże kampingi, zdecydowanie dostosowane do amerykańskich zwyczajów kamperowych (wybetonowane stanowiska, pełne zaplecze sanitarne, dostęp do elektryczności, etc.) oraz 6 „primitive campsites”, rozsianych w głębi rezerwatu.

- Koszt 1 nocy w „primitive campsite” to 15$ (+TAX, bo a USA do podanej ceny zawsze trzeba doliczyć jeszcze podatek) łącznie dla wszystkich użytkowników.

- Do miejsc w głębi rezerwatu można dostać się tylko idąc kilka mil plażą. Wszystkie swoje rzeczy trzeba przynieść samemu, łącznie z drewnem na opał, jeśli chcemy rozpalać ognisko (na obszarze parku jest zakaz zbierania drewna, ale można wykupić jego zapas u strażnika przy wjeździe).

2 Replies to “Oaza zachodniej Florydy – Saint Joseph Peninsula State Park”

  1. […] na mapę, którą sprezentował nam nasz nowy znajomy, Brent (którego poznaliśmy w Saint Joseph Peninsula State Park na Florydzie, a który stał się dla nas wyrocznią wiedzy o Stanach Zjednoczonych). Buffalo […]

  2. […] 2. Saint Joseph Peninsula State Park (Floryda), bo … przy odrobinie chęci można przytargać swój dobytek wgłąb rezerwatu i nocować za wydmami, a w ciągu dnia całą, szeroką, białą plażę mieć niemal na wyłączność. Zobacz nasz wpis o Saint Joseph Peninsula State Park tutaj […]

Dodaj komentarz