HISTORIA KAMBODŻY w pigułce

Wychodzimy z założenia, że poznanie historii danego kraju jest kluczem do lepszego zrozumienia. A przynajmniej najlepszym wstępem do podróży. Poznanie historii Kambodży było dla nas mocnym szokiem. O żadnej z jej tragedii nie uczyliśmy się w szkole, a przecież to wszystko działo się tak niedawno, kiedy pokolenie naszych rodziców szykowało się do matury. Nie da się zrozumieć tego co dziś dzieje się w Kambodży bez wiedzy o tym co działo się tam jeszcze niedawno. Spisanie jej historii w całość miało nam samym pomóc pozbyć się bólu głowy i ułożyć to w jakąś logiczną całość. O ile, w ogóle, o jakiejkolwiek „logice” i jakimkolwiek „sensie” można mówić…

Zacznijmy od podstaw: Na początku był Angkor. Wcześniej nie było nic. Potem było w zasadzie już tylko gorzej. Ta prosta historia determinuje kambodżańską mentalność. W ich świadomości i symbolice narodowej funkcjonuje przede wszystkim Angkor Wat, czyli najważniejsza, największa i najbardziej znana świątynia w stolicy wielkiego, średniowiecznego państwa Khmerów. Czas od IX do XIII wieku był złotym okresem w dziejach Kambodży. Imperium Khmerów obejmowało wówczas olbrzymi obszar, włączając w to tereny dzisiejszej Tajlandii, Mjanmy, Laosu i Wietnamu. Licząca milion mieszkańców stolica była prawdopodobnie największym miastem ówczesnego świata.

Słowo „Angkor” oznacza dosłownie „miasto”, ale w praktyce wiele więcej. „Angkor” to coś wielkiego, majestatycznego i nieugiętego. Sylwetka Angkor Wat (czyli „świątyni miejskiej”) widnieje na Kambodżańskiej fladze, na framugach tuk‑tuk’ów, na magnesach i koszulkach. „Angkor” to najlepsze piwo, nazwa dystrybutora ryżu, banku i kompanii transportowej. Prawdopodobnie posiadanie w nazwie słowa „Angkor” daje firmie kredyt zaufania u potencjalnych klientów. Coś co nie jest „Angkor” to już coś gorszego. Podobnie jak czasy w dziejach Kambodży, które nastały po upadku imperium.

W XIV wieku jego ziemie zostały podbite przez Syjam, czyli państwo Tajów. Khmerowie przenieśli się na wschód, obierając Phnom Penh jako nową stolicę. Od tamtej pory przez wiele stuleci Kambodża miotała się między dwoma dominującymi państwami, Tajlandią i Wietnamem. Do dzisiaj Kambodżanie nie lubią porównań i nawiązań do sąsiadów.

Przed okupacją Wietnamską uratowała Kambodżę, paradoksalnie, podległość Francji. W połowie XIX wieku podpisany został traktat o protektorat i kraj włączony został do Francuskich Indochin. W okresie krótkiej okupacji japońskiej, podczas II wojny światowej, Francuzi posadzili na tronie młodego, 19-letniego wówczas, księcia Norodoma Sihanouka. Książę (później król, prezydent i premier) miał w założeniu być marionetką w rękach dominujących mocarstw, ale okazał się sprytniejszym politykiem i mocno zaznaczył swoją obecność w historii Kambodży.

W 1953 roku, po rozpadzie Francuskich Indochin, kraj odzyskał niepodległość i od tamtej pory funkcjonował jako Królestwo Kambodży. Król Sihanouk wprowadził je w okres rozkwitu. Inwestował w system edukacji i komunikacji. Podczas pierwszych 15 lat pod jego rządami ilość szkół w Kambodży wzrosła 200-krotnie (w połowie lat 50-tych było kraju 5000 gimnazjów, a pod koniec lat 70-tych już ponad milion). W tym samym czasie łączna długość dróg w kraju wzrosła 10‑krotnie (od 1000 km do 10 000 km), rozbudowywano też linie kolejowe. Oprócz tego Sihanouk był pasjonatem, a właściwie maniakiem, szeroko pojętej kultury i sztuki. Samodzielnie komponował symfonie i reżyserował filmy (w całym swoim życiu stworzył ich aż 50). Nakazywał ministrom osobiście odgrywać role w swoich produkcjach, a żołnierzy wykorzystywał do ról statystów.

Król nie był jednak kryształowy. Projekty artystyczne nieraz odrywały go od rzeczywistości. Tłamsił opozycję, z ugrupowaniami komunistycznymi na czele. W kraju szalały korupcja i nepotyzm (co nie zmieniło się do dziś). Fałszowano wyniki wyborów. A jednak, postać króla wciąż była symbolem kultu, zwłaszcza wśród środowisk wiejskich, które, w odróżnieniu od miejskiej inteligencji, nie były zirytowane jego politycznymi zagrywkami.

Sihanouk długo utrzymywał neutralność Kambodży w obliczu toczącej się obok wojny w Wietnamie. Z czasem jednak (wierząc w zwycięstwo strony komunistycznej) zerwał stosunki dyplomatyczne z USA. W efekcie Stany odcięły pomoc finansową i w wielu rejonach kraju zapanował głód. Król zwrócił się wówczas o pomoc do ZSRR i Chin. W zamian zmuszony był zgodzić się na stacjonowanie oddziałów komunistycznych przy granicy z Wietnamem. Był to doskonały pretekst dla USA do rozpoczęcia nalotów bombowych. Od 1969 roku amerykańskie bombowce B-52 przeprowadzały zmasowane naloty dywanowe, zrzucając na Kambodżę setki tysięcy ton bomb. Już w 1971 szacowano, że 20% zabudowy i ziem uprawnych kraju jest zniszczone, ale bombardowania kontynuowano jeszcze do 1973 roku. W sumie zrzucono na Kambodżę blisko 3 miliony ton bomb, czyli więcej niż alianci zrzucili w czasie całej II wojny światowej. Nie wiadomo dokładnie ilu ludzi zginęło. Rozbieżne szacunki podają liczby od 50 do 500 tysięcy, a mowa „tylko” o zabitych (nie wliczając rannych, poparzonych napalmem, kalek i sierot). Bombardowania były tajne. Prezydent Nixon, rządzący wówczas USA, miał pełną świadomość, że nie ma legalnych podstaw do ataku na Kambodżę, która pozostawała krajem neutralnym. Nakazywał fałszowanie raportów lotniczych, aby ukrywać prawdziwe cele nawet przed własnymi wojskowymi. Ówczesny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w rządzie Nixona, Henry Kissinger, który zaangażowany był w maskowanie ataków na kraje ościenne Wietnamu, otrzymał w 1973 roku Pokojową Nagrodę Nobla, za swój wkład w negocjacje wojenne.

Na tym nie koniec wielkich burz w małym kraju. W międzyczasie, w roku 1970 generał Lon Nol (wówczas premier rządu) przeprowadził zamach stanu, rozpoczynając 5-letnią wojnę domową. Lon Nol słynął z brutalności, masakr na cywilach i czystek etnicznych. Jego żołnierze napadali na wsie, kradli bydło, zarzynali mężczyzn, gwałcili kobiety. Lon Nol obierał zdecydowanie pro-amerykańskie i anty-komunistyczne stanowisko, więc USA chętnie go popierało. Można się domyślać jak wzmagało to wewnątrz kraju niechęć do USA i jak hasła pt.: „imperializm” czy „kapitalizm” wywoływały zbiorową nienawiść.

Pośród całej tej wewnętrznej wichury rozwijała się powoli, ale skutecznie partyzantka komunistyczna (Komunistyczna Partia Kambodży). Wcześniejsze bombardowania, klęski głodu i lawinowe ucieczki do miast, a wreszcie reżim Lon Nol’a sprawiły, że dla wielu osób poparcie komunistów zdawało się jedyną alternatywą. Partia przeżyła przełom w momencie ogłoszenia poparcia dla niej przez obalonego króla Sihanouka. Król sam wcześniej konsekwentnie likwidował komunistów (a więc swoją opozycję), ale poparł ich w ramach sprzeciwy wobec Lon Nola i dla odzyskania swojej pozycji. Wierzące wciąż w mit „Króla-Boga” masy wieśniaków zaciągały się w szeregi komunistów, bez większego pojęcia o ich poglądach i zamiarach. Wcześniej partia nie była liczna i składała się głównie z chowających się przez wiele lat w lasach fanatyków. Teraz do tych fanatyków dołączyły tysiące prostych, łatwych do zmanipulowania ludzi. Sporą ich część stanowiły dzieci, przygarnięte jako sieroty lub porwane rodzicom, które całe swoje wychowanie odbywały w dżunglach. To nastolatki potem przeprowadzały tortury i krwawe egzekucje. Nie miały wzorców, nad głowami latały bomby, a wokół szalały strzały. To była wówczas „przyszłość” Kambodży.

Komuniści głosili, rzecz jasna, wszelką równość, brak prywatnej własności i skrajną prostotę. Głosili też i wiele więcej, ale to Kambodżanie zaczęli rozumieć dopiero z biegiem kolejnych lat. Na tamten moment była to nadzieja, szansa na koniec wieloletniej wojny. Manifestacją skrajnej prostoty były ich skrajnie proste stroje: czarne spodnie i koszule, czarne sandały zrobione z gumowych opon i szaliki w czerwoną kratkę. To przez te szaliki, znany ze swoich artystycznych upodobań, były król Sihanouk zaczął nazywać ich po francusku „Khmer Rouge”, czyli Czerwoni Khmerzy. Nazwa przyjęła się w Kambodży. Do dzisiaj wywołuje dreszcze.

Na czele Komunistycznej Partii Kambodży stał Saloth Sar, który później sam (na znak zerwania z wszelkimi rodzinnymi więziami) przechścił się na Pol Pot’a. Pol Pot studiował w Paryżu, był nauczycielem francuskiego, a prowadząc później swoje totalitarne państwo (w którym zabijano ludzi m.in.: za samą znajomość obcego języka) zasłynął jako jeden z najskrajniejszych dyktatorów w historii.  Według wielu opinii plasuje się na zaszczytnym 3 miejscu, zaraz po Adolfie Hitlerze i Józefie Stalinie.

Czerwoni Khmerzy rośli w siłę co doprowadziło w końcu do obalenia wcześniejszego reżimu i nowego początku. 17 kwietnia 1975. Dzień zero. Rok zero. Zmieniono nazwę kraju: Demokratyczna Kampucza. Wszystko co było wcześniej miało zostać wymazane z kart historii. Partia, a poprawnie, Organizacja, czyli nieomylna „Angkar” uznawała dziedzictwo Imperium Khmerów jako jedyne właściwe, świadczące o wielkości narodu (przy okazji samo słowo „Angkar” jest tak podobne do „Angkor”). Nic co nastąpiło potem nie miało miejsca, wszystko co zostało stworzone, napisane, zbudowane później, musiało zostać zniszczone. Celem Organizacji było stworzenie niezależnego, samowystarczalnego państwa rolniczego, opartego na średniowiecznych metodach. Miasta uznano za niepotrzebne siedliska pasożytniczej inteligencji. Inteligencja bowiem przyjmowała i przenosiła groźne imperialistyczne wpływy. Inteligencję więc trzeba było zniszczyć. Równało się to masowej eksterminacji ludności.

17 kwietnia 1975 roku bojówki Czerwonych Khmerów wkroczyły do Phnom Penh i ogłosiły całkowitą ewakuację miasta. Ulicami jechały czołgi pełne uzbrojonych nastolatków, przewiązanych czerwonymi chustami. Mieszkańcy z początku byli szczęśliwi. Wierzyli, że to upragniony koniec wojny. Machali białymi flagami. Ale nie rozumieli decyzji o wysiedleniu. Niektórzy, którzy pytali otrzymywali odpowiedź (np.: że to tylko na kilka dni, żeby „oczyścić” stolicę). Jeszcze inni mieli mniej szczęścia i byli rozstrzeliwani, jeśli spytali nieodpowiednio cierpliwego komendanta.

Dzień Zero rozpoczął marsze śmierci. Ludziom kazano „wracać do rodzinnych wsi” (choć wiele rodzin od pokoleń mieszkało w miastach). Zabraniano im zabierać z sobą cokolwiek (w końcu własność prywatna nie istniała), co sprawiło, że pozbawieni jakichkolwiek zapasów zmuszeni byli iść setki kilometrów po suchej ziemi w pełnym słońcu. Już na samym początku tysiące ludzi zmarło z głodu, pragnienia i wycieńczenia. Mówi się, że był to dla nich lepszy koniec, bo przynajmniej nie trafili potem do obozów pracy.

Demokratyczna Kampucza istniała przez niespełna 4 lata, od 1975 do 1979 roku. Podczas tego czasu strasznego terroru setki tysięcy ludzi zmuszane było do ciężkich robót w obozach pracy. Mężczyźni, kobiety i dzieci uprawiali ryż prymitywnymi metodami (nieskażonymi naleciałościami cywilizacji zachodu), pracując po kilkanaście godzin dziennie, śpiąc na ziemi lub podłodze w kolektywach i otrzymując minimalne racje żywnościowe (często były to 2 porcje „zupy ryżowej”). Wszystko pod nadzorem wychowanych w dżungli, zdziczałych, niehumanitarnych oddziałów nastoletnich żołnierzy. Setki tysięcy ludzi zginęło z wycieńczenia, głodu i chorób. Pozostałe setki tysięcy zginęły w tajnych więzieniach (najbardziej znane, Tuol Sleng, inaczej S-21, w którym obecnie znajduje się muzeum ludobójstwa w Phnom Penh, było jednym z wielu), po ówczesnych brutalnych torturach (podczas których mieli przyznać się do szpiegostwa i kolaboracji z wrogiem).

Jeszcze kolejne setki tysięcy zabijane były bez zbędnego transportowania do więziennych budynków, na tzw.: „Polach Śmierci”. Ludzie znikali bez śladu, w środku nocy. Powodem mogło być cokolwiek: delikatne dłonie (jako oznaka unikania ciężkiej pracy), noszenie okularów (jako oznaka skażenia myślą), próba wyhodowania ogórków bez zgody władzy, znajomość języka obcego. Stosowano nawet genialną metodę rozpoznawania wroga wewnątrz – jedna osoba mówiła po francusku lub angielsku, a druga rozglądała się wkoło, żeby rozpoznać po wyrazie twarzy, kto zrozumiał wypowiedź. Interesujące jest, że przecież w takim razie „mówiący” członek partii też musiał znać dany język. Bez obaw, jego również nie oszczędzano.

Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie. Strach i brak zaufania były podstawą wszechobecnego terroru. Zakazano okazywania uczuć i wiary. Świątynie były niszczone, mnisi mordowani. Indoktrynacja była zupełna. Dzieci oddzielane były rodzicom i poddawane reedukacji. W praktyce oznaczało to, że po krótkim czasie wierzyły, że nie mają matki i ojca, a jedynym ich opiekunem jest Organizacja. W razie potrzeby donosiły na własnych rodziców członkom partii.

Do zabijania używano z początku zwykłej broni palnej, ale po pewnym czasie zaczęto stosować inne wymyślne metody. Bito kijami bambusowymi w potylice, rozbijano głowy o drzewa, duszono workami foliowymi, podrzynano gardła liśćmi palmowymi. Broni brakowało, bo fabryki pozamykano i zniszczono. Pozamykano szkoły i przekształcano je w więzienia. Zniszczono też asfaltowe drogi, rury kanalizacyjne i linie elektryczne. Ogółem, wszystko co mogło kojarzyć się z wcześniejszym porządkiem.

Szacuje się, że przez te niespełna 4 lata zginęło w Kambodży ponad 2 miliony ludzi, co równało się 20% populacji tego kraju. Duża część tych ludzi to byli przedstawiciele inteligencji, warstwy, którą Kambodża straciła na długie lata i którą teraz dopiero mozolnie odbudowuje.

W ciągu tych niespełna 4 lat, Czerwoni Khmerzy zafundowali Kambodży olbrzymi regres cywilizacyjny. Kraj stracił wszystko to co z trudem udało się stworzyć przez krótki okres niepodległości. Stracił ogromne rzesze wykształconych ludzi, nauczycieli, lekarzy i artystów. Pozostała masa niepiśmiennych, napiętnowanych traumą bombardowań, wojny domowej, czystek etnicznych, obozów pracy, tortur, głodu i strachu. Z drugiej strony pozostała masa oprawców, tych, którzy jako dzieci przyuczani byli do zabijania i przez lata zabijali. Teraz jedni i drudzy wciąż jeszcze żyją obok siebie.

Nie zapominajmy też o tych, którzy tym wszystkim kierowali. Bardzo wielu wysokich funkcjonariuszy partii zaangażowanych było potem nadal w politykę i zajmowali jeszcze przez długie lata wysokie stanowiska! Do dzisiaj premierem Kambodży jest człowiek, który w czasach Demokratycznej Kampuczy, należał do Czerwonych Khmerów.

Nie przeskakujmy jednak od razu do XXI wieku. Wyzwolenie Kambodży nastąpiło w 1979 roku, kiedy do kraju wkroczyły wojska Wietnamskie, ale to jeszcze nie był zupełny koniec walk. Duża część Czerwonów Khmerów uciekła na zachód, skąd toczyła aktywną wojnę partyzancką przez kolejne niemal 20 lat! Wspierani byli przez Tajlandię i USA w ramach sprzeciwu dla ingerencji Wietnamu. Oznaczało to ciąg dalszy wojny domowej. W 1993 roku przeprowadzono pierwsze demokratyczne wybory parlamentarne, pod nadzorem ONZ. Walki osłabły, ale toczyły się dalej. W 1998 roku zmarł Pol Pot (bezkarny, w żaden sposób nie rozliczony) co w praktyce oznaczało rozwiązanie Czerwonych Khmerów.

Dopiero w 2003 roku utworzono, przy wsparciu ONZ, Nadzwyczajną Izbę Sądu Kambodży dla Osądzenia Zbrodni Popełnionych w Czasach Demokratycznej Kampuczy. Izba prowadzi rozprawy do dzisiaj, ale napotyka na gigantyczne przeszkody. Pierwsza, dość oczywista, jest taka, że zdecydowana większość zbrodniarzy po prostu już dawno nie żyje. Druga to taka, że nawet jeśli żyją to są już w bardzo podeszłym wieku i w bardzo ciężkim stanie. Trzecia sprawa jest taka, że społeczeństwo jeszcze wciąż nie otrząsnęło się z niedawnych wydarzeń i zbieranie świadectw i zeznań to nie lada wyzwanie. Prawie w każdej rodzinie był ktoś kto stracił życie z rąk Czerwonych Khmerów i ktoś, kto do nich należał. Starsi często niechętnie o tym mówią, a w efekcie młodsi wcale niewiele o tym wiedzą. Dopiero niedawno wprowadzono temat ludobójstwa do programu nauki historii w szkołach. Swoją drogą, nie powinno to dziwić, bo w pierwszej kolejności należało nauczyć dzieci pisać i czytać.

*Pisząc ten tekst korzystaliśmy z wielu źródeł, m.in. z nieocenionej Wikipedii (link), rzecz jasna, ale też staraliśmy się zgłębić temat dokładniej. Polecam książkę „Uśmiech Pol Pota”(link). Warto też obejrzeć film dokumentalny pt.: „Rock’n’roll i Czerwoni Khmerzy” (link), który pokazuje wiele archiwalnych nagrań. Brytyjski film fabularny pt.: „Pola Śmierci” (link) nie jest może najlepszą produkcją, ale oparty jest na prawdziwej historii i, co ciekawe, nagrany został już w 1984 roku.

One Reply to “HISTORIA KAMBODŻY w pigułce”

  1. […] Ten punkt odnosi się właściwie do każdego kraju jaki zamierzamy odwiedzić. W przypadku Kambodży ma diametralne znaczenie. Wszystko co działo się tak niedawno można poczuć do dziś. Jeśli nie chcemy tylko „odklepać” wizyty, poczytajmy choć trochę o tym co spotkało Kambodżan w ostatnim stuleciu. Żeby lepiej uzmysłowić sobie co przeżywali i zapamiętać to na dłużej, warto odwiedzić Muzeum Ludobójstwa w byłym więzieniu S-21/ Tuol Sleng w Phnom Penh. (HISTORIA KAMBODŻY w pigułce) […]

Dodaj komentarz