Gnając przez północne USA – dzień w CHICAGO

Polonia na całym świecie liczy około 20 mln ludzi. Przypomnijmy, że w samej Polsce żyje niecałe 40 mln ludzi, a więc proporcja jest niebagatelna. Czyli, statystycznie co drugi Polak w kraju ma krewnego poza nim. Ponad połowa (ponad 10 mln osób) Polonii mieszka w Stanach Zjednoczonych, a więc co 4 Polak mieszkający w Polsce ma krewnego właśnie w USA. Mamy i my!

A skoro mamy, to przecież, będąc w USA, nie moglibyśmy nie odwiedzić wujka w Chicago. Byliśmy w Massachusetts, musieliśmy kierować się na Florydę, a więc postanowiliśmy zahaczyć o Illinois. Zerknęliśmy na mapę, na oko – niedaleko, czyli do przejechania blisko 1700 km. Ot, mały odcinek na przestrzeni całych Stanów. Tak zwykle wygląda planowanie tu podróży. To było zupełnie nie po drodze, ale nam przecież wszędzie po drodze.

Z małymi przygodami, nocując w samochodzie i na parkingach (bo kempingi pozamykane, a na dworze zimno i burza), dotarliśmy szczęśliwi i zupełnie zmarnowani do Chicago. Spotkaliśmy się z rodziną. Było trochę wzruszeń i emocji, był spacer po Downtown, były też zakupy w Polskim sklepie na Jackowie.

Samo centrum Chicago przypomina nieco mały Manhattan (bardzo mały), jest dobrze zorganizowane i sprawia wrażenie przyjaznego mieszkańcom.

Wszystko co poza nim to rozlane osiedla bloków i domków, bezpośrednio przechodzące w przedmieścia, sięgające aż kilkadziesiąt kilometrów od centrum miasta. Dojazd do nich to koszmar dla kierowcy – masa ośmiopasmowych autostrad, przecinających się na wielopoziomowych wiaduktach. Po szybkiej wizycie wyjechaliśmy nimi w spokojniejsze rejony.

2 Replies to “Gnając przez północne USA – dzień w CHICAGO”

  1. I już? Chcemy więcej! Wciąga jak dobra powieść przygodowa tylko za szybko się kończy.

    1. Bardzo dobrze – niedosyt podstawą wiernego fana! 😀

Dodaj komentarz