Gnając przez północne USA – dzień w BOSTONIE

Usilną walką z wymaganiami formalnymi w Nowym Jorku rozpoczęliśmy naszą wizytę w Stanach Zjednoczonych (Welcome to AMERICA, czyli przeprawy formalne). Pierwsze dni jazdy samochodem, który w końcu udało nam się kupić, były szalone. Dzień w dzień pokonywaliśmy setki kilometrów, chcąc dotrzeć na czas w upatrzone miejsca.

W Święta Wielkanocne odwiedziliśmy rodzinę mieszkającą w Trumbull w Connecticut. Był to krótki i intensywny, ale bardzo fajny czas, podczas którego mogliśmy przez chwilę poczuć rodzinną atmosferę. Mogliśmy też poczuć po kieszeni wymianę opon w warsztacie samochodowym.

Prosto stamtąd pojechaliśmy do Massachusetts, żeby skorzystać z okazji zobaczenia Bostonu. Mieliśmy to szczęście, że kolejni dobrzy ludzie zgodzili się nam pomóc i mieliśmy gdzie się zatrzymać. Dobrze jest mieć znajomych w różnych częściach świata.

Jednodniowe zwiedzanie Bostonu zaczęliśmy od odwiedzenia kolejnego warsztatu, w którym mechanik ocenił, że Hyundai wymaga wymiany chłodnicy. Spis wydatków związanych z samochodem rósł w zatrważającym tempie, ale trzeba było zacisnąć zęby i zapłacić koleje dolary. Między oddaniem, a odbiorem samochodu mieliśmy więc parę godzin na rundę po mieście. Zaczęliśmy spacerem po Commonwealth Avenue, prowadzącej w kierunku dwóch starych parków: Boston Public Garden i Boston Common. Wzdłuż szerokiej alei ciągnie się sznur bogatych kamienic, przywodzących na myśl skojarzenia z Nowojorskim Brooklyn’em. Centrum miasta przeszliśmy głównie szlakiem Freedom Trail, czyli ścieżki prowadzącej przez 16 ważnych miejsc historycznych. Już podczas krótkiego spaceru można zauważyć silne wpływy europejskie. W niektórych miejscach można poczuć się jak na starym kontynencie. Panuje przy tym studencka atmosfera. Boston robi wrażenie!

WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE:

- Boston najlepiej zwiedzać na piechotę. Samo Downtown jest niewielkie. Wyznaczona ścieżka turystyczna, Freedom Trail, ma ledwie 2,5 mili. To świetna odległość na spokojny, kilkugodzinny spacer.

Dodaj komentarz