ANGKOR – zdecydowanie po drodze

O Angkor napisano już właściwie wszystko. Że wielkie. Że stare. Że imponuje. Przybyliśmy, zobaczyliśmy, potwierdzamy! Trzeba Koniecznie zobaczyć!

Trochę według planu, a trochę z pomyślnego przypadku udało nam się większość najbardziej popularnych miejsc zwiedzać tylko we dwoje. Atmosfera ruin zatopionych w lesie jest niesamowita i tajemnicza. Niezależnie od tego czy wchodzimy do najbardziej znanych Angkor Wat czy Bayon, czy może do jednej z wielu mniejszych świątyń, wszędzie można poczuć się jak na opuszczonym planie filmowym (swoją drogą, kręcono tu "Lara Croft. Tom Raider").

Na wstępie odpuściliśmy ambitne „zaliczenie” wszystkich atrakcji. Jest ich bardzo dużo, położone są daleko od siebie, a w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobne. Woleliśmy powoli zwiedzić kilka świątyń, a najlepiej wracać do nich popołudniu, przy świetle zachodzącego słońca. Mogliśmy wtedy siedzieć i obserwować autobusy wywożące grupy turystów z Chin, podczas gdy my w ciszy i spokoju kontemplowaliśmy widoki, popijając sok pomarańczowy.

Przy okazji, dało nam to trochę czasu i swobody, którą mogliśmy wykorzystać np. na poszukiwanie telefonu, który kochana żonka zabrała mężowi i zostawiła na schodach któregoś zabytku. Odnalazł się! Leżał i lśnił dokładnie w miejscu, w którym go grzecznie położono.

Angkor, stolica potężnego Imperium Khmerów, w XII w. było prawdopodobnie największym miastem na świecie. 1000 km2 powierzchni (to 2 razy więcej niż dzisiejsza Warszawa!). Ponad 1000 000 mieszkańców. Wśród nich członkowie dworu królewskiego, mnisi, kupcy, artyści, rzemieślnicy, kucharze i tysiące niewolników. Dzięki tym ostatnim stawiano z każdym rokiem kolejne monumentalne budowle, na cześć władców, bogów hinduistycznych, a potem Buddy.

Angkor to miejsce wyjątkowe, bo oprócz atrakcji turystycznej to też duma Kambodży, świadcząca o jej dawnej wielkości. Miejscowi zjeżdżają się, żeby je podziwiać równie licznie jak goście z zagranicy (choć, oczywiście, chińskich wycieczek nie prześcignie nikt). Młode pary w tradycyjnych strojach umawiają się z fotografami na sesje zdjęciowe. Rodzice zabierają ze sobą dzieci, a potem siadają gromadnie do rodzinnych pikników.

Okolica Angkor, miasto Siem Reap i jego obrzeża to bogata enklawa w Kambodży, usiana wystawnymi hotelami i centrami konferencyjnymi, hostelami, barami i restauracjami. Wszystko to powstało dość niedawno na potrzeby masowej turystyki, ale mimo wszystko ma swój klimat. Tak jakby naturalny, azjatycki bałagan starano się uładzić kolonialnymi motywami. I powstaje ciekawa atmosfera, do której miło wraca się po długim zwiedzaniu ruin.

WSKAZÓWKI PRAKTYCZNE:

- Bilety do kompleksu Angkor możemy kupić w 3 wersjach: 1-dniowy (koszt 38$), 3-dniowy (62$), 7-dniowy (72$).

- Bilety kupujemy w centrum informacyjnym, które znajduje się w zupełnie innym miejscu niż główne wejście w pobliżu najbardziej znanych świątyń (proszę nie pytać kto to wymyślił). Warto o tym pamiętać, żeby nie musieć wracać, bo to kilka kilometrów drogi (a widzieliśmy takich szczęśliwców).

- Teren Angkoru ma łącznie 400 km2 (wliczają się w to rozsiane bardzo daleko świątynie). Standardowo wyznaczone są 2 główne trasy zwiedzania, małe i duże koło (small circle 17 km i grand circle 25 km). Oczywiście, każdy indywidualnie może sobie wyznaczyć zupełnie inną trasę. Warto zorganizować zwiedzanie w odwrotnym kierunku, albo w ogóle zboczyć z podstawowej ścieżki. Czasem wystarczy zacząć od  drugiej świątyni, a pierwszą zostawić sobie na sam koniec. Daje to szansę na uniknięcie śmierci przez zgniecenie w tłumie uzbrojonych w obiektywy wycieczek zorganizowanych.

Do samej Angkor Wat warto (a nawet trzeba) wejść w samo południe, bo wówczas jest ona prawie pusta (sprawdziliśmy osobiście), a wystarczy, że zbliża się 13:00 i zaczyna się na nowo zaludniać.

- Zwiedzać można na kilka sposobów, z których (ponieważ zorganizowane wycieczki autokarowe odpadają, a chodzenie nie wchodzi w grę) najlepsze wydają się 2 rozwiązania: wynajęcie tuk-tuk’a i wypożyczenie roweru. Opcja nr 1 (tuk-tuk) jest dużo szybsza i wygodniejsza (kierowca czeka na nas w każdym punkcie i wozi gdzie tylko zechcemy), ale droższa. Opcja nr 2 (rower) jest zdecydowanie wolniejsza i mniej wygodna (zależnie od tego czy wypożyczymy starszy lub nowszy model, tyłek zacznie nas boleć wcześniej lub później), ale też daje potencjalnie więcej swobody i jest, oczywiście, tańsza.

- W mieście Siem Reap, położonym około 10 km od kompleksu Angkor, znajdziemy zaplecze noclegowe, gastronomiczne, turystyczne i wszelkie inne, w tym wypożyczalnie rowerów. Ceny wahają się nawet od 1$ do 6$ lub więcej za dzień. Za 1$ dostaniemy straszny złom, na którym ciężko usiedzieć. Na miejskim rowerze za 3$ da się wytrzymać 3 dni jazdy, ale będziemy to czuć jeszcze długo (sprawdzone na własnej, ekhm, skórze) . Za 6$ dostaniemy już przyzwoity rower górski.

One Reply to “ANGKOR – zdecydowanie po drodze”

  1. […] Wizyta w Angkor jest obowiązkową obowiązkowością dla odwiedzających Kambodżę. To wizytówka tego kraju i jego największa duma. Rzeczywiście, mają się czym szczycić! W Angkor warto na spokojnie rozejrzeć się po różnych świątyniach i wybrać jedną, najbardziej klimatyczną, żeby wrócić do niej przy zachodzącym słońcu. Podczas gdy przed najsłynniejszą, Angkor Wat, gromadzą się wieczorem tłumy, niedaleką Bayon można mieć na wyłączność. Położona w lesie pogrąża się w magicznym półmroku. Niesamowity klimat! (AGKOR – zdecydowanie po drodze) […]

Dodaj komentarz