6 rzeczy, za które pokochaliśmy GWATEMALĘ i jej 3 grzechy główne

Jednym z głównych motywów, które popchnęły nas do długiej podróży był czas. Stopniowo wydłużaliśmy swoje przystanki, dając sobie więcej czasu, ale okazało się, że jego i tak zawsze będzie za mało. W każdej okolicy znajdziemy coś co jest w zasięgu ręki, zawsze będzie kusić to co jest jeszcze kawałek dalej. Wiemy, że w Gwatemali spędziliśmy niewiele czasu, ale za to możemy zaliczyć go do najlepszych w naszej podróży. Zakochaliśmy się w niej i opuściliśmy ją z niedosytem, dzięki któremu spodobała nam się jeszcze bardziej.

Mimo swojej biedy, Gwatemala kulturowo bije na głowę wiele bogatszych miejsc. Jest kolorowym folklorystycznym rajem, a jednocześnie domem dla klimatycznych śladów kolonialnych i imponujących krajobrazów naturalnych. Mieszkańcy są życzliwi i mili i są w tym w pełni szczerzy. Przy takiej kompilacji czuliśmy się w tym kraju wspaniale i wciąż jesteśmy pod jego wrażeniem.

  1. Ludzie Gwatemali, czyli Majowie i Metysi

W tym kraju panuje ewidentny podział na rdzennych Majów i mieszanej krwi Metysów. Podczas gdy Majowie wzbudzają fascynację, kultywując swoje tradycje i tworząc niesamowity koloryt, Latynosi potrafią chwytać za serce swoim ciepłem, cierpliwością i chęcią pomocy.

Majowie są zdystansowani i skryci. Choć są uprzejmi i nie stronią od ludzi, to raczej unikają głębszych kontaktów poza swoimi kręgami. Zważywszy na ich bolesną (wciąż jeszcze świeżą) historię, absolutnie to nie dziwi. Dodatkowo, wielu z nich posługuje się jedynie swoim plemiennym dialektem i nie umie mówić po hiszpańsku.

Natomiast gwatemalscy Metysi to ludzie, którzy na każdym kroku bardzo starają się pomóc. Nawet w najmniejszych sprawach wykazują zaangażowanie i uśmiech. Choć ich życie jest niełatwe w kraju przesiąkniętym korupcją i oszustwami, a im daleko do beztroski, to zawsze byli wobec nas uczciwi. Ani razu nie zostaliśmy potraktowani nieprzyjaźnie. Nigdy nie usłyszeliśmy „Gringos”, a zawsze byliśmy „Amigos”.

  1. Przyroda Gwatemali, czyli 33 wulkany, w tym 3 aktywne i 2 nasze ulubione

Kolory Gwatemali to nie tylko te na majańskich strojach. Cudownie barwna i żywa jest też w tym kraju przyroda. Na bardzo niewielkim terenie leżą aż 33 wulkany, a w tym 3 czynne. Część z nich to święte góry Majów, inne to doskonałe cele trekkingowe.

Po tym jak weszliśmy na wulkan Santa Maria (niedaleko Quetzaltzenango), z którego spodziewaliśmy się podziwiać niesamowite widoki, a na którym zastaliśmy jedynie gęstą, białą mgłę, byliśmy odrobinę zrozpaczeni. Ale późniejsza wizyta na wulkanie Acatenango (niedaleko Antigua Gwatemala) i obserwowanie aktywnego wulkanu Fuego, plującego lawą w ciemną noc, wynagrodziły wcześniejsze rozczarowanie.  Już za same te 2 wulkany uwielbiamy Gwatemalę!

  1. Miasta Gwatemali, czyli zachwyt nad perełką Ameryki Środkowej

Gwatemala to kraj w większości rolniczy, przeważają wsie i małe miasteczka. Jedynym rzeczywiście dużym (według międzynarodowych standardów) miastem jest sama stolica, Gwatemala City. Drugie co do wielkości miasto, Quetzaltzenango (Xela), ma 200 000 mieszkańców i sprawia wrażenie bardzo spokojnej miejscowości. Xela jest jednak świetnym miejscem na podglądanie zwykłego, codziennego życia Gwatemalczyków nie związanych z turystyką.

Zupełnie innym i niezwykłym miastem jest natomiast Antigua Gwatemala. Mimo, że pełna turystów z Europy i Ameryki (i, być może, przez to mniej autentyczna niż reszta kraju), zachwyciła nas. Jej piękna, kolonialna zabudowa, brukowane ulice, ruiny wielkich kościołów pamiętają czasy, w których Antigua była stolicą Królestwa Ameryki Środkowej (obejmującego dzisiejszą Gwatemalę, Honduras, Salwador, Nikaraguę i Kostarykę). Liczne trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów mocną ją nadwyrężyły, ale i nadały niepowtarzalną atmosferę.

  1. Ruiny Gwatemali, czyli historia ukryta w tropikalnej dżungli

Historia Majów w Gwatemali sięga XX w. p.n.e. Dawne plemiona budowały niesamowite państwa-miasta w niewyobrażalnie niesprzyjających warunkach, wewnątrz gorącego, wilgotnego, tropikalnego lasu. Do dzisiaj na obszarze całego kraju znajduje się masa większych i mniejszych stanowisk archeologicznych (a prawdopodobnie wiele pozostaje wciąż nieodkrytych).

Do najbardziej niezwykłych zaliczyć można, położony głęboko w dżungli El Peten, kompleks El Mirador, do którego można dostać się tylko idąc wiele dni przez dzikie tereny, lub lecąc helikopterem.

Z pewnością jednak najbardziej znanym pozostaje Tikal. Mimo, że jest wizytówką Gwatemali, nie jest zalany przez turystyczne tłumy i pozostaje oddalony od reszty świata. Wizyta w Tikal to wiele godzin spaceru po tropikalnym lesie, podziwianie piramid, których czubki wystają ponad korony drzew i obserwowanie dzikich zwierząt. Siedząc na kamiennych ruinach, patrzyliśmy na tukany, małpy i koati, słuchając głośnego (i dość przerażającego) wycia wyjców. To trzeba przeżyć!

  1. Neony Gwatemali, czyli Chickenbusy

Skoro mowa była o żywym folklorze, nie można pominąć świecących, grających i do tego jeżdżących dzieł sztuki, jakimi są Chickenbusy. Kiedy jeszcze, za czasów swej młodości, jeździły po prostych drogach USA, ich zadaniem było rozwożenie uczniów do szkół. Gdy po latach docierają do Ameryki Środkowej, zyskują nowe życie i przeżywają drugą młodość. Ich nowy image zależy od zasobów i pomysłowości latynoskiego właściciela. Jeśli ten ma trochę środków i chęci, ze starego, zmęczonego autobusu może uczynić kolorową, upstrzoną i świecącą torpedę. Z hasłem „Boże, broń!” mknie ona potem po krętych, górskich drogach, wioząc przynajmniej trzykrotnie więcej pasażerów niż przewidywała to wcześniej północno-amerykańska ustawa.

Przejażdżka takim magicznym pojazdem to całkiem ekscytujące doświadczenie, przynoszące cały wachlarz doznań (poczucie prędkości godne Formuły 1, podziw dla zręczności i umiejętności rajdowych kierowcy, obserwowanie widoków za oknem, ludzi i ich dobytku wewnątrz oraz akrobacji pomocnika-kaskadera, który podczas jazdy porządkuje bagaże na dachu autobusu).

  1. Kumulacja Gwatemali, czyli tak wiele na tak niewielkim obszarze

Ostatnim na naszej liście, ale na pewno nie najmniej ważnym, punktem jest sam rozmiar kraju. Gwatemala jest nieco mniejsza niż ⅓ powierzchni Polski. Natomiast liczba jej atrakcji mogłaby zawstydzić niejedno dużo większe państwo.

Niemal wszędzie można dojechać lokalnym transportem (czasem tylko trzeba przesiąść się 5 razy), wszędzie działają też dobrze zorganizowane i wciąż niedrogie połączenia turystyczne. To wszystko sprawia, że przemieszczanie się od miejsca do miejsca zwykle trwa najwyżej kilka godzin, a podróżowanie po kraju jest proste, szybkie i przyjemne.

A teraz kolej na drugą stronę medalu. Jak pięknie by nie było, niestety, zawsze i wszędzie pojawi się też ciemniejsze oblicze. My możemy z całą pewnością stwierdzić, że ani razu nie poczuliśmy się w Gwatemali źle czy niebezpiecznie. Mieszkańcy byli przychylni i pomocni, a my byliśmy ostrożni i żadne poważne problemy nam się nie przydarzyły.

To, co najgorsze, dzieje się zwykle pośród samych Gwatemalczyków i nie dotyka turystów (gość z zachodu to źródło przychodu, nawet dla przestępców, więc trzeba się o niego troszczyć). Ale biedzie i przemocy panującej w kraju nie da się zaprzeczyć. Razem z silnym rozwarstwieniem społecznym, niesprawiedliwością polityczną i wszechobecną korupcją, stanowią smutny obraz codzienności, z jaką muszą się zmagać mieszkańcy. Nie byliśmy świadkami żadnych skrajnych sytuacji, ale to co czytaliśmy i słyszeliśmy wyostrzyło nasze zmysły na sygnały, które można dostrzec w Gwatemali.

  1. Niechlubne pamiątki wojny domowej

Już samo przekroczenie granicy między Meksykiem, a Gwatemalą przypomniało nam wrażenia z przejazdu z Tajlandii do Kambodży. Przejście w miejscowości La Mesilla otoczone było wielkim bazarem. Stanowisko imigracyjne ukryte było między straganami, przykrytymi plastikowymi płachtami i wijącymi się wśród zabłoconych ulic. Gdzieś na szarej ścianie, między bramą "Bienvenidos a Guatemala", a malunkiem przedstawiającym Indianina w tradycyjnym pióropuszu, wisiały listy gończe. Były to listy gończe za przestępcami oskarżonymi o zbrodnie przeciwko ludzkości, za oficerami odpowiedzialnymi za masakry majańskich wiosek podczas wojny domowej lub politykami, którzy maskowali dowody ludobójstwa.

  1. Skutki kultury Machismo

Pozycja kobiet w gwatemalskim społeczeństwie jest dyskryminowana. Podobno znaczny procent przestępstw popełnianych wobec kobiet, porwań i gwałtów, jest ignorowany. Duża część zgłoszeń jest bagatelizowana, a śledztwa przeciągane są do czasu, aż sprawa ulega przedawnieniu. Taki brak konsekwencji zwiększa falę bezkarnej agresji, kultu siły i, podobno częstej, przemocy domowej. Przy przejściu granicznym, obok listów gończych, wisiał wielki plakat dotyczący handlu żywym towarem.

My nie zauważyliśmy żadnych bezpośrednich znaków złego traktowania kobiet czy dzieci, ale kilka razy rzuciło nam się w oczy złe traktowanie zwierząt. Niestety, w odniesieniu do problemów z jakimi stykają się ludzie, dobrobyt zwierząt schodzi na dalszy plan.

  1. Korupcja

W tym punkcie znowu przyznamy, że nam żaden konkretny problem nie dał się we znaki, ale to nie oznacza, że nie istnieje. Wystarczy wsłuchać się we wiadomości w gwatemalskim radio, żeby zauważyć, że słowo corrupción przewija się w nich nadzwyczaj często. W historii najnowszej korupcja była jednym z najpoważniejszych problemów kraju i do dziś nim pozostaje.

To, co może w tej kwestii dotknąć turystę to, co najwyżej, wyłudzenie fałszywej opłaty wjazdowej czy wyjazdowej na granicy. Pozostaje nam się domyślać jakie ściany mogą napotykać w codziennym życiu mieszkańcy.

Mimo minusów, których nie da się ukryć, na pytanie: Czy warto podróżować do Gwatemali? Odpowiemy: TAK! Warto, warto i, jeszcze raz, warto!. To jeden z najpiękniejszych i najbardziej fascynujących krajów, jakie odwiedziliśmy. Już wiemy, że na naszej liście NAJ z całej podróży na pewno znajdzie się bardzo wysoko.

Dodaj komentarz