5 rzeczy, które oddają klimat SAN FRANCISCO

Może wiele osób to zdziwi, ale San Francisco wcale nie jest stolicą Kalifornii! Nie jest nawet zbyt dużym miastem, w swoim stanie zajmuje 4 miejsce, a całym kraju dopiero 13. Ale ma w sobie coś co przyciąga bardziej niż niejedna większa metropolia, co tworzy niepowtarzalny klimat i sprawia, że zapamiętuje się je w jaskrawych kolorowych.

1. Wzgórza i strome ulice

San Francisco leży na wybitnie nierównym terenie, a dokładnie na 42 wzgórzach. Prowadzenie auta po ulicach tego miasta jest więc jak jazda kolejką w lunaparku, a zwiedzanie na piechotę przysparza zakwasów jak po górskiej wyprawie. Spacerując po nachylonych ostro chodnikach człowiek zastanawia się po co, u licha, ktoś wybudował miasto właśnie w takim miejscu.

2. Wyspy i wielkie mosty

San Francisco położone jest w bardzo malowniczej okolicy. Na zachodzie ciągnie się wzdłuż wybrzeża Oceanu Spokojnego, natomiast od północy i wschodu oblewają je wody Zatoki San Francisco. Z brzegów miasta rozciągają się widoki na rozsiane wyspy i wysepki. Jedna z nich to Alcatraz, wyspa mieszcząca słynne, nieczynne już, więzienie o zaostrzonym rygorze o takiej samej nazwie. Inna to sztuczna wyspa o uroczej nazwie Treasure Island, wybudowana w latach 30’tych XX wieku na światowe targi Expo w celu upamiętnienia 2 nowopowstałych mostów: Bay Bridge i Golden Gate Bridge.

Ten drugi do dziś jest rozpoznawanym na całym świecie symbolem miasta, miejscem-ikoną, które każdemu przychodzi na myśl gdy mowa o San Francisco.

3. Kolorowe flagi i niemniej barwne używki

San Francisco to królestwo tęczowych symboli. W latach 60’tych i 70’tych poprzedniego stulecia studenci gromadzili się i organizowali masowe, pokojowe protesty w tym mieście (lub pod nim, na Uniwersytecie w Berkeley). Rozkwitały ruchy hippisowskie, a San Francisco stało się liberalnym ośrodkiem amerykańskiej kontrkultury. Tu w latach 70’tych rozpoczęto walki o prawa homoseksualistów i do dziś na ulicach panuje zupełna swoboda i tolerancja.

Niestety, tamtejsza wolność i rozluźnienie zostawiły też po sobie negatywne ślady. Spacerując ulicami San Francisco nie sposób nie natknąć się na narkomanów. Ciężko też uniknąć zaczepek dilerów. Widać ich wielu, zwłaszcza, że wcale nie próbują ukrywać się ze swoim fachem. Nie muszą chyba zresztą, skoro przy toaletach publicznych wyznaczone są specjalne kosze na … strzykawki.

4. Lwy morskie na przystani

Tuż obok jachtów zacumowanych przy portowym nabrzeżu, wygrzewają się morskie (uchatki kalifornijskie). Nie są to 2 czy 3 odważne sztuki, ale całe stada tych zwierząt, zajmujące zawsze to samo, ulubione miejsce – przystań numer 39. Sprawa jest o tyle wyjątkowa, że lwy morskie żyją w Pacyfiku jedynie w 3 izolowanych populacjach: przy kalifornijskim wybrzeżu Ameryki, wokół wysp Galapagos i przy południowym wybrzeżu Japonii.

5. Klify Highway 1

Do San Francisco prowadzi i przez nie przejeżdża jedna z najbardziej malowniczych tras Ameryki, autostrada numer 1. Ciągnie się ona ponad 1000 km, wzdłuż kalifornijskiego wybrzeża Pacyfiku. Wystarczy przejechać fragment, żeby przekonać się dlaczego jest tak słynna. Malownicze klify zatrzymują wilgotne masy powietrza znad oceanu, a mgła pokrywa brzeg tworząc niesamowitą atmosferę.

4 Replies to “5 rzeczy, które oddają klimat SAN FRANCISCO”

  1. Witajcie Olu i Kamilu (z przyjaciółmi). Widzę, że nikt nie komentuje Waszych wpisów więc może kilka słów ode mnie. Czytam pilnie wszystko co napisaliście i bardzo mi się to podoba. Od dzieciństwa ( a to było bardzo, bardzo dawno) marzyłem o podróżach i teraz mam okazję aby „podróżować” razem z Wami. Dziękuję więc Wam za tą możliwość przeżywania tych stron w których ni stanęła nigdy moja stopa (i pewnie nie postanie) jak i np. San Francisco, które kiedyś przelotnie zwiedzałem. Na koniec moja skromna „pretensja”. Zwiedzanie świata, to też albo przede wszystkim spotkania z ludźmi tam żyjącymi. W ostatnich zapiskach jakby tego było mniej. W każdym bądź razie nie tyle co np. w Azji. Czyżby ci oni są tam w Ameryce mniej interesujący? A może mniej inni od nas?
    Pozdrawiam Was i ściskam – także kciuki za Waszą przygodę, no i z niecierpliwością wyglądam kolejnych wpisów.
    Jacek Smolarz

    1. Witaj! Dziękujemy! Świetnie jest przeczytać taki komentarz.
      Jeśli chodzi o Amerykę i jej ludzi – to jest chyba wypadkowa kilku spraw. Po pierwsze, zwiedzanie USA to jazda przez olbrzymie przestrzenie, podziwianie wielkich i pustych terenów, na których przez setki kilometrów można mijać jedynie kilka małych miejscowości. Nam zależało przede wszystkim na zobaczeniu wspaniałej przyrody w tym kraju, na korzystaniu z tego co oferują Parki Narodowe, na maszerowaniu po górach i kanionach i spaniu wśród natury. I na tym właśnie się skupialiśmy i to nam się spodobało najbardziej. Choć, oczywiście, wielu ludzi też spotkaliśmy, wiele osób nam pomogło i wiele bardzo dobrze zapamiętaliśmy. Zobaczyliśmy się z rodziną, ale też poznaliśmy Amerykanów, którzy wyciągali pomocną dłoń, doradzali i zapraszali pod swój dach (korzystaliśmy z portalu http://www.couchsurfing.com). Dzięki nim mogliśmy dotrzeć w wiele niesamowitych miejsc, albo złapać chwilę oddechu po drodze. Chyba jednak trafiłeś w sedno – to nie jest tak, że są mniej interesujący, ale są po prostu mniej inni od nas. Żyją w sposób nam znany, ich cele i priorytety są podobne do tych Europejskich. Wszystko to sprawia, że mogliśmy czuć się jak u siebie, ale już nie egzotycznie. Jakby nie było, to Amerykańskiej przyrody mamy jednak na zdjęciach więcej 🙂

  2. Wow, super relacja! Nie wiedziałam ze San Francisco jest takie piękne!

    1. My też wcześniej nie wiedzieliśmy!

Dodaj komentarz