10 CIEKAWOSTEK o TAJLANDII – OGÓŁY i SZCZEGÓŁY, które zapadły nam w pamięci

Minął cały miesiąc, który spędziliśmy w Tajlandii - kraju, który każdemu chyba kojarzy się z rajskimi krajobrazami, lazurowym morzem, białym piaskiem i uśmiechniętymi ludźmi. Coś w tym jest. W końcu nie bez przyczyny Tajlandia króluje w wakacyjnych folderach przeróżnych biur podróży. Nam jednak utkwiło w pamięci jeszcze kilka innych szczegółów, o których najpewniej nie dowiecie się z reklam.  Oto i one:

  1. Najgrubsza folia na świecie.

Wszystkie produkty pakowane są w bardzo grubą i wytrzymałą folię, którą ciężko jest przedrzeć nawet w miejscu opisanym jako „open here”. Niektóre paczki orzeszków próbowaliśmy otwierać szarpiąc i gryząc, ale w końcu wykorzystywaliśmy nóż. Nie do pomyślenia w ogarniętej coraz to nowymi, recyklingowymi przepisami Europie.

  1. Ulubiona potrawa – parówka.

Mnogość potraw i dodatków do nich jest nadzwyczajna. Króluje, oczywiście, ryż i wszelkie jego kombinacje (makaron ryżowy, zupa ryżowa). Ryż doprawiany jest na 1000 różnych sposobów (chilli, limonka, kolendra, trawa cytrynowa, imbir  i wiele innych). A jednak, Tajowie zdają się uwielbiać parówki. Parówki na patyku można znaleźć na każdym rogu. Tłumy przemierzają skrzyżowania zajadając się, po prostu, parówkami.

  1. Ulubiona konsystencja - nijaka.

Zapewne upodobanie do parówek ma związek z ich konsystencją. Odnieśliśmy wrażenie, że im potrawa bardziej bezkształtna i gumowata tym cieszy się większym powodzeniem wśród tubylców. Do deserów dodawane są prześwitujące żelki o smaku … słodko-nijakim. Dziwny kontrast w porównaniu do charakternego chilli w daniach głównych. 

  1. Ojczyzna słoni.

Tajowie od stuleci uznają słonia za swój żywy symbol. Jeszcze na początku XX wieku postać słonia zdobiła flagę Tajlandii. Dziś zdobi niezliczone ilości koszulek sprzedawanych na targach. Ale na tym nie kończy się udział słoni w przemyśle turystycznym. Niegdyś słonie wykorzystywane były jako zwierzęta pociągowe, pomagały m.in. przy wycinkach drzew. Dziś hojnie uatrakcyjniają urlopy turystom z całego świata. Wożą ludzi na grzbietach, pluskają się z dziećmi w morzu, a czasem nawet dokonują przedziwnych akrobacji, których nikt by się po słoniach nie spodziewał. Wszystko wygląda bardzo sympatycznie, ale każdy medal ma dwie strony. Na temat etyki wykorzystywania tych zwierząt i ich dobrostanu nieustannie toczą się spory. Tyle opinii, ile mądrych głów. Zapewne też tyle różnych form traktowania słoni, ile stadnin i treserów. Nie oceniamy i nie wdajemy się w dyskusje, bo temat należało by poznać dużo głębiej. Podkreślamy, że warto pomyśleć zanim skorzystamy z jednej z licznych podobnych atrakcji.

  1. i … bezdomnych psów.

Ale słonie to nie jedyne zwierzęta, które można spotkać w tym kraju. I nie mowa tu o kolorowych motylkach w lesie czy setkach gekonów na ścianach każdej, niemal, łazienki. Ulicami biega całe mnóstwo bezpańskich psów. Czują się w Tajlandii chyba tak, jak święte krowy w Indiach. Chodzą wszędzie, o każdej porze i nie przejmują się tym, że właśnie wywołały korek zatrzymując sznur samochodów na głównej ulicy miasta.

  1. 7-eleven na każdym kroku.

Tę informację można znaleźć w każdym przewodniku, poradniku czy na blogu. W Tajlandii króluje sieć 7-eleven. Na ulicy mierzącej 100 metrów mogą być nawet 3 takie sklepy. Ich obecność to świetna sprawa dla budżetowych rozwiązań. Ceny są niewysokie, wszędzie identyczne, a na dodatek można dostać w sklepie gorącą wodę (kawa!).

  1. Król to świętość.

W Tajlandii postać króla urasta do rangi świętości. Po niedawnej śmierci ostatniego monarchy, dzieje się to nawet ze zdwojoną siłą (przyznajemy, że nie byliśmy tu wcześniej, ale trudno nam uwierzyć, żeby tak było zawsze). Zagęszczenie obrazów i ołtarzyków z jego wizerunkiem dorównuje jedynie nagromadzeniu 7-eleven. Nawet w kościele katolickim, przy ołtarzu znajdował się obraz króla.

  1. Tajowie nie chodzą.

Na początku irytowało nas nieustanne trąbienie przejeżdżających taksówek i tuk-tuk’ów, ale po jakimś czasie wiedzieliśmy już, że kierowcy po prostu nie rozumieją jak można chcieć iść.
W hostelu w Chiang Mai spotkaliśmy starszą Tajkę, która polecała nam kolejne punkty do odwiedzenia w mieście, ale nie potrafiła określić jak daleko się znajdują. Tłumaczyła: „Thai people don’t walk. I always take tuk-tuk. Every time I have to walk I feel very tired, so I don’t walk”. Logiczne.

  1. Targi i pamiątki za grosze.

Uliczne targi w Tajlandii są najlepsze spośród tych jakie do tej pory udało nam się gdziekolwiek zobaczyć. Potrafią obejmować całe dzielnice i trwać do późnej nocy. Można na nich znaleźć dosłownie wszystko (od ubrań i dodatków, przez biżuterię i ozdoby, aż po akcesoria domowe, nie wspominając o jedzeniu). Pamiątki są bardzo ładne, pomysłowe i świetnej jakości. Powiedzieć, że ceny są atrakcyjne to za mało. Wciąż zastanawiamy się jak wspaniale muszą czuć się tu turyści z Zachodniej Europy, skoro dla nas, Polaków, wszystko jest bardzo tanie. Do Tajlandii warto przylecieć z wielką, ale pustą walizką, żeby móc wrócić już z pełną!

  1. Turystyka, a egzotyka.

Tajlandia to tropikalny, azjatycki kraj, a jednak ogromne liczby turystów sprawiają, że staje się coraz mniej egzotyczny. W niektórych miejscach częściej niż tajski usłyszeć można francuski (a zaraz po nim niemiecki, angielski i rosyjski). W zdecydowanej większości miejsc nazwy podawane są w 2 lub 3 językach. Pani na kasie w markecie i pani z ulicznego stoiska z przekąskami potrafią wszystko przetłumaczyć na angielski. Wszystko jest perfekcyjnie zorganizowane pod upodobania odwiedzających. Wystarczy, że człowiek postawi stopę na terminalu dworca, a już rozlegają się wokół niego krzyki: „Where you go? Where you go?”. Co więcej, nie trzeba nawet nic odpowiadać, wystarczy kiwnąć głową na którąś z wykrzykiwanych podpowiedzi: „Bangkok? Chiang Mai? Phuket?”. To i zaleta i wada. Olbrzymie ułatwienie dla turysty, a jednak strata dla autentyczności tego co chcemy zobaczyć. Czyli plusy i minusy masowej turystyki.

Czy Tajlandia nam się spodobała?

Nie odpowiemy jednoznacznie. Na pewno punkt numer 10 mocno rzutuje na nasze wrażenia. Wyjechaliśmy z olbrzymim niedosytem, bo od początku marzyliśmy o odwiedzeniu legendarnego, wyspiarskiego południa kraju, a to, niestety, nam się nie udało (ze względu na powodzie). Obiecaliśmy więc sobie, że jeszcze tu wrócimy i zbierzemy więcej wrażeń, żeby móc odpowiedzieć w pełni, a mamy przeczucie, że rajskie krajobrazy podniosą miejsce Tajlandii w naszym osobistym rankingu.

Dodaj komentarz